sobota, 10 stycznia 2015

Rozpacz

Wołanie rozpaczy jednego z motorniczych. Niech ktoś wreszcie usłyszy / przeczyta to, że jesteśmy przepracowani, a długie zmiany nie wpływają dobrze na bezpieczeństwo.
Tekst zamieszczony za zgodą autora.

Wczoraj wracałem ok. 23:40 na zakład z Wyścigów. Co za tępy f... wymyślił te zjazdy, to osobna sprawa - 15 minut postoju tylko po to, żebym nie zdążył na nocny. Ale nic.
Zjeżdżam, a tu za Bukowińska śmietnik stoi na torowisku Taki normalny śmietnik typu "zgniła zieleń". Na prawej szynie stał, ale to wystarczyło.
9 godzina pracy na linii 35. Mam już wszystkiego dość - rąbnęło jak cholera. Nie zauważyłem na czas...
Zgłosiłem, wróciłem na zakład. Myślałem, że to koniec sprawy. GDZIE TAM!
Mistrz z szyderczym uśmiechem stwierdził że to moja wina. Spoko, taką ma robotę, nie mam do niego żalu. Mówi, ze przeszkoda stała (w sensie, że stacjonarna / nieruszalna). Jaka ona kuchnia stała, nie wiem? Znaczy dospawali to gówno do toru? I skąd ono się tam wzięło w pierwszym ustępie?
Pojawiło się standardowe piardu-piardu o człowieku na torach i czy jego tez bym rozjechał?
Szczerze?
Tak, bym rozjechałbym. Nie z przyjemności, nie z chorej żądzy mordu czy zemsty.
ZE ZMĘCZENIA, KURWA!!!
Przyjechał nadzór. Powiedzieli, co powiedzieć musieli. Nieoficjalnie pogadaliśmy nieco inaczej, ale co to zmieni?
On mnie rozumie, on wie, on musi. Jak za najlepszych lat stalinizmu - my rozumiemy, Towarzyszu, ale wiecie... Rozstrzelać!
Do nich też nie mam żalu - albo oni, albo ja. Chłopaki nie mają wyboru.
Żal mam do tego kurewskiego systemu, który pozwala robić z nami co chcą.
Żal mam do tego, że jak potrzeba to dzwoni się do mnie od rana do nocy, wsadza na wóz 8 godzin zamiast 4, mówiąc że ciut dłuższy, wrabia w dni, gdy umówiłem się z dzieckiem na wycieczkę itd.
Żal mam, bo jak trzeba to po 9 dni z rzędu robiłem i system to przepuszczał.
Ale jak jakiś fiut kładzie coś na torach w środku nocy i UBEZPIECZONY wóz zostaje w wyniku tego lekko uszkodzony, to kto odpowiada?! Kto?
Ja. Bo tak.

Dodam tylko, że linia 35 jest wybitnie męcząca, bo zalicza wszystkie najbardziej zakorkowane fragmenty miasta - Puławska, Centrum, pl. Bankowy, Stawki, okolice Arkadii.
Do tego dochodzą tłumy ludzi, a rozkład wymaga miejscami napędu rakietowego.

A u mnie w nowym roku zwolnienie. Siedzę i dochodzę do siebie.
Nagrodę motorniczego roku szlag trafił. Pewnie niektórym jest to na rękę, a inni się z tego cieszą.

Niech ktoś wreszcie zrobi coś z tym chorymi godzinami pracy, bo tak się nie da funkcjonować.
To nie jest praca za biurkiem.

46 komentarzy:

  1. ktoś ma zrobić... Kto ma zrobić ? Kogo interesuje, że motorniczy zmęczony ? Kogo obchodzi, że zdarzają się dni, że jeździ się przez jakiś wypadek cały dzień bez przerwy ? Do czasu, aż 10 motorniczych dziennie nie zaśnie za pulpitem i nie będzie wpadać tramwajem w innych uczestników ruchu - problemu nie będzie.

    Ja sam od początku 2015 pracuje dzień w dzień po prawie 10 godzin. A dzisiaj jest mój drugi wolny dzień w tym roku. Zamiast cieszyć się z wolnego, wyjść, porobić coś, ja nie mam siły-ochoty, ruszyć się z wyra :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przecież jest osiem czy siedem" związków zawodowych" jak mówią wolnych, to niech coś zrobia a jak nie to niech się podadzą do dymisji i zakończą swoja działalność to moze wtedy coś będziemy mogli zdziałać nie wezmą przykład ze związkowców niemieckich lini lotniczych to może i my zaczniemy zwykli pracownicy się dla nich liczyć a nie tylko nasze wpłaty na ich działalność.Przecież kierownictwo i ZTM ma to wszystko w dupie i tylko w kupie siła ,a na koniec mam propozycję utwórzmy jeszcze jeden WZZ a potem jeszcze jeden i wtedy będzie super. Może jest to ostatnia chwila żeby się obudzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co mają wspólnego Związki Zawodowe z prawem drogowym? Lub ustawą o czasie pracy kierowców i motorniczych.? Mylisz sprawy i pojęcia. Nie dajesz rady pracować to się zwolnij. W Polsce nie ma obowiązku pracować. Na twoje miejsce jest tysiąc innych chętnych do tego zawodu. Wina jest bezsprzecznie twoja, najechanie na przeszkodę samochodem , też kosztuje mandat.A to że ie dostaniesz nagrody rocznej półrocznej i tytuł wzorowego motor stracisz to i dobrze. łączna kwota to prawie 5 tysi. To dobra nauczka dla ciebie. Te pieniądze bardziej przydadzą się firmie , a może i bilety nie będą drożeć. A tobie pewnie te pieniądze nie są tak bardzo potrzebne. Dymaj do roboty za darmo jak żeś frajer. A co cię obchodzą związki? Związkowcy dobrze żyją, jedzą piją i siedzą na delegacjach gdy średniówkę im płacą. A ty frajer to zapierdalaj do roboty boś fizyczny. ZZ składki ściągają z frajerów po 5 stów rocznie a na koniec roku dadzą worek słodyczy za stówkę i chołota się cieszy.

      Usuń
  3. I co - za taka bzdure Cie zwolnili??? To ladne jaja. "A gdyby wasza matka..." - no ale to nie byla matka tylko pierdolony kubel na smieci. Jakby byla, to by byla i o niej rozmowa.
    Szkoda gadac, rzygac se chce slyszac takie opowiesci. Powodzenia - mam nadzieje, ze sie to dla Ciebie obroci na lepsze i jeszcze im za to zwolnienie podziekujesz. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sławku, historia nie jest moja (na szczęście), a kolegi za tę kolizję nie zwolnili z pracy (też na szczęście).
      Jednak premię miesięczną stracił, a to jest wysoce deprymujące dla pracownika.

      Usuń
    2. To tyle dobrze... ufff.... Wszystkiego dobrego w Nowym Roku dla Ciebie i kolegi. Wszystkich kolegow co na tym samym wozku.

      Usuń
    3. Już w niedalekiej przyszłości wszyscy stracicie pracę ! więcej czytaj - otwórz link . http://krzycholandianews.blogspot.com/2015/01/cudowny-pomys-pana-romana.html

      Usuń
  4. Proszę, zaznaczajcie, że używacie sarkazmu, bo czasami dopiero z ostatniego zdania wynika sens.

    OdpowiedzUsuń
  5. JA BYM TEGO FAKTU NIE ZGŁASZAŁ DO CR. Po zjeździe do zakładu pogadałbym z mistrzem o stratach. Jeżeli znikome to można się dogadać.

    OdpowiedzUsuń
  6. to takie przykre.. i niesprawiedliwe...

    OdpowiedzUsuń
  7. A śmigajcie sobie i po 12 godzin. Wiedziałem, że tak będzie. Zasilaki stali kołkiem w gardle władzom spółki, ale też (niestety) i załodze. Wyrzuca się doświadczonych, chętnych do pracy, zaangażowanych pracowników. Jak napisałem wyżej - części załogi zasilający też przeszkadzali. No, to teraz macie. Zasuwajcie dzień za dniem po 10 -12 godzin, niech trafia szlag wasze rodzinne, erotyczne i romantyczne plany, oby wam urlopy z lipca na listopad poprzesuwali, z powodu nadmiernej absencji. Bawcie się dobrze. A, zasilaki takie ponoć feee byli....

    prawie pozdrawiam

    Wujek Ewaryst

    OdpowiedzUsuń
  8. Garstka została - zostali ci co zgodzili się na zwiększenie etatu do min. 1/2.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem. Ale zastanawia mnie dlaczego podziękowano tym, którzy do tej pory pracowali na pół etatu (nie dotyczy emerytów). Uważam, że ci na 1/8 i 1/4 to byli najlepsi. Tani, chętni do pracy. Jak było full ludzi, to nie było problemów, jak były absencje, to bez problemu "zapychali" braki. Ideałem było zaplecze, która zawsze było pod ręką.
      Swoją drogą, to nie rozumiem narzekań na pracę po 10 godzin. Tak się pracowało przez lata i nikt nie robił z tego problemu. Z tego co się orientuję, kolega, który miał kolizję z koszem to raczej dość krótko pracuje. Jak już teraz narzeka na przemęczenie, to co będzie za kilka lat? Niektórzy zasuwali w dwóch robotach i nie płaczą. A kiedyś większość wozów była po 10 godzin....Jakieś takie delikatne te młode nabytki ;P

      prawie pozdrawiam

      Wujek Ewaryst

      Usuń
    2. Szanowny Wujku E ! - Jeszce zupełnie niedawno w szeregach motorniczych TW można było spotkać takich idiotów którzy po pracy na tramwaju przesiadali się na autobus. Pewien stary Gołkowiak R3, po pracy w kanale 8 godzin na nocy, dosiadał tramwaj jako zasilak. Jego rekord na tramwaju to 206 godz /mc. +170 godz jako mechanik. Całe szczęście że doba ma tylko 24h. Ani Hitler ani Stalin takiej normy nie ustalili. Acha ! WAŻNE - ci dwu etatowcy nigdy korzystali z usług lekarza psychologa, badanie głupców jest zbędne.

      Usuń
    3. Ale chyba trochę inne warunki na mieście były w tamtych czasach i trochę inni ludzie na stanowiskach kierowniczych siedzieli. Ja też kiedyś mogłem jeździć wozem po 13 godzin, zasuwać maratony pięć dni z rzędu, a dziś po 6 godzinach czuję się jak na karuzeli i czasem sam siebie pytam: czy ja się aby zatrzymałem na wszystkich przystankach, bo jak mi Bóg miły nie pamiętam. Sprzęt mamy co raz lepszy, ale szefostwo i warunki pracy co raz gorsze. Jakiś profesor socjologii wykazał, że pod względem warunków pracy mamy dziś gorzej niż ludzie w XIX wieku. Postęp :/

      Usuń
  9. Oj tam takie wielkie słowa padają ;P Dzięki takim jak oni komunikacja nigdy nie runęła ;) Stało się kiedyś, coś? Chyba nie. I narzekali jak dzisiejsza "młodzież", że trzeba po 10 godzin (dla nich i czasem prawie 20) dygać. Wszystko się ładnie kręciło plan i w tramwajach i w autobusach wychodził :) A, co do wizyt u specjalistów, to sam charakter pracy jest taki, że po pewnym czasie pracy w tym kieracie niemal wszystkim by się takowe przydały. Do tego zakres wizyt bym rozszerzył o mityngi AA, oraz poradnie rodzinne. Nieprawdę piszę? To nieładnie tak pisać, że zasilaki, to świry. To oddani pracom ludzie, którym zawsze zależało no dobru firm, które wspierali.....;)

    prawie pozdrawiam

    Wujek Ewaryst

    OdpowiedzUsuń
  10. Panie Wujku. ! jestem za !!! niech pracują ! robota głupich lubi.Prawdę piszesz. Ale powiedz sam, co ma z życia taki stachanowiec tyracz na dwa etaty? Wszyscy moi koledzy tego kalibru już dawno spoczywają w parku sztywnych. Przyznam że i ja pracowałem przez pewien okres na trzy etaty.

    OdpowiedzUsuń
  11. Siema, Koledzy!

    W pierwszych słowach nowego wątku na znanym pewnie Wam blogu http://autobusczerwony.blox.pl/2015/01/Tramwaje-na-dwoch-poziomach.html padają słowa o zmianach kadrowych w TW. Ponieważ jestem teraz z dala od TW, napiszcie, co to za zmiany i czy polegli wreszcie autorzy zmian (ci co popsuli atmosferę pracy) z ostatnich kilku lat? Możecie pisać stanowiskami, nie nazwiskami. Idzie na lepsze, czy wręcz przeciwnie?

    pozdrawiam
    (x)r1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, właśnie też jestem ciekawy. Nie sądzę natomiast, by coś się zmieniło na lepsze. Bo właśnie w firmie najbardziej wykańcza atmosfera, a nie robota. Po wielu latach wypruwania sobie żył, ratowania planów, półkursów, samodzielnego (z sukcesami) radzenia sobie z awariami, zrywania się w środku nocy - teraz odpoczywam. Nie wszystko można przeliczać na pieniądze.

      prawie pozdrawiam

      Wujek Ewaryst

      Usuń
  12. Po pierwsze: prawdą jest że nowo zatrudnieni są jakby z innej gliny niż ci co przychodzili wcześniej - być może powodem jest inna polityka przy rekrutacji. Ludkowie od samego początku narzekają na godziny pracy, na brak przerwy pomimo tego że była w rozkładzie.
    Po drugie: nowo zatrudnieni mają wbite do główek jakieś dziwne pierdolety i przychodząc do roboty wydziwiają niesamowicie. O podejściu do pracy i do kolegów nie wspominam bo przecież teraz to normalne że magister inżynier nie będzie mówił cześć do robola z podstawowym lub średnim wykształceniem.
    Po trzecie: żądaniowe podejście do pracy w zakładzie - bo mi się należy i już! nie rozumieją że nasza praca to służba i to specyficzna. Dla ludzi z mocnymi zwieraczami, zrytymi beretami i zapasową wątrobą.
    Po czwarte: każdy z nowo zatrudnionych jest plecakiem. I wprowadzanie kolejnych dziwnych przepisów nic tu nie zmieni. Przepis o nepotyzmie dla niewtajemniczonych.
    Po piąte i ostatnie: emerytura już nie długo więc mam serdecznie i głęboko...jakoś się prześmigam te kilka lat. A czy wezmę pracownika roku czy nie to mam to gdzieś. Ja muszę tylko dwie rzeczy: przyjść do roboty i bezpiecznie dojeździć do końca zmiany a czy będę miał punktualność czy jej nie będę miał to policzy maszynka.
    Jarku wracaj do zdrowia i do roboty - ktoś musi zapierdzielać żeby na moją emeryturkę były pieniądze!
    Hipolit

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypraszam sobie. Jestem świeżo zatrudniony. Nie jestem plecakiem, z tramwajami miałem tyle wspólnego, że koło mnie nic innego nie jeździ, więc korzystałem jako pasażer. Po 6 latach w autobusiarni (prywaciarz) postanowiłem zmienić zajęcie na bardziej dochodowe i firmę na ciut poważniejszą. I powiem, po pięciu miesiącach pracy, że niektórych narzekających na wszystko i bez przerwy (a to grono jest dość liczne) wypadałoby karnie zesłać do Mobilisu czy innego PKS Grodzisk. Zobaczyliby jak bardzo przesrane mogą mieć, przejrzeliby na oczy, że nie mają najgorzej. Do takiego wniosku doszedłem, jak gość, który mnie zmieniał, usłyszawszy, że maszynka do przerabiania zwrotnic czasem durnieje i trzeba pstryknąć bezpiecznikiem raz na półkurs, wyskoczył na mnie z ryjem, że ja tym jeździłem. Wsiadłby do Solarisa, który przez trzy godziny się nagrzać nie może, więc jedzie się w kurtce i czapce, to by może zmienił podejście. Albo przyszedłby na dyżur od 4 do 12 i dowiedziałby się, że ma jeździć do 18, bo ktoś nie przyszedł. A jak nie, to po premii. Nie mówię, że TW to raj, ja tylko sugeruję, żeby doceniać to, co się ma. Z zachowaniem zdrowego rozsądku.
      BTW: zjebała mnie tez koleżanka, która za mnie wyjechała, bo sprzęt do jeżdżenia mi padł. Skończyła pracę 7 minut później niż miała i to ją tak bolało. No, kuźwa, dramat.

      Usuń
    2. Do Anonimowy z z 21 stycznia 2015 14:18:

      No pewnie, najlepiej równajmy w dół. Wiesz, w Korei Północnej robotnicy harują w obozach pracy po 18 godzin na dobę za garść ryżu, więc my powinniśmy chyba całować po rękach naszych panów menedżerów, już za samo to, że pozwalają nam wracać do domów, zamiast zamykać na noc w barakach! Nie uważasz, że powinniśmy umieć docenić tak wielką łaskawość?
      Dzięki takim optymistom jak ty, praca w TW niedługo wcale nie będzie się różnić od mordorowni w grodzisku i mobilisie, więc równie dobrze będziesz mógł wrócić do prywaciarza, bo nie będzie już żadnej alternatywy.
      Pracuję w TW dobrych kilka lat i widzę jak z roku na rok pogarszają się warunki pracy. Pomalutku, kroczek za kroczkiem, żeby nikt nie podniósł za dużego rabanu. Związki zawodowe łykają wszystko jak leci, a pracownicy... pracownicy z zachowaniem zdrowego rozsądku doceniają to co jeszcze mają, zamiast próbować walczyć o to co im się zabiera :/
      Teraz popracuj kilka lat w TW i popatrz jak rzeczy, które doceniasz, są ci metodycznie odbierane jedna za drugą. I za kilka lat pogadajmy o zachowaniu zdrowego rozsądku. Pomyśl też ile takich rzeczy stracili ludzie, którzy w tramwajach pracują dłużej od Ciebie i ode mnie, wtedy zrozumiesz dlaczego są tacy wk...

      Usuń
    3. ...piszcie do mnie na pocztę wasze tematy, wyświetlę !!!

      Usuń
    4. Panie Krzysiu! Pan jesteś nieprawdziwy w swoich wypowiedziach. Założyłeś pan ZZ, wcześniej byłeś pan we władzach innego, nie siej pan zamętu w głowach młodzieży tramwajowej bo stare wróble tramwajowe na plewy już się nie nabiorą, jasno i wyraźnie gadają kto z kim kiedy i gdzie a młodzież dobry słuch ma i wie z której strony rąbią w d...
      Hipolit

      Usuń
    5. "Pan Krzysiu" żadnego związku nie założył więc nie siej łaskawie fermentu! A "stare wróble" siedzą we władzach itp. starszych związków więc weź się ogarnij chłopie(?) A młodzież niech się ku*r*wa szacunku nauczy!!

      Usuń
  13. Jarku, wracasz daj Boże na dobre?

    OdpowiedzUsuń
  14. Najdziwniejsze jest to, że młodzi motorniczowie tak narzekający na firmę, za kilka lat znikną w czeluściach siedmiogrodu(plecaki) i to od nich będzie zależało wiele decyzji dotyczących byłych kolegów. Myślicie, że zmienią coś na lepsze? Nie sądzę.

    OdpowiedzUsuń
  15. Witam serdecznie,
    pewnie sporo z Was się zdziwi, ale nawiązując do wątku "ROZPACZ"... Chcę "wykrzyczeć " swoje (delikatnie mówiąc, bo na usta cisną mi się słowa wulgarne jakich słownik polski nie ogarnia) niezadowolenie. Po raz drugi w życiu starałam się dostać do pracy na stanowisku motorniczej i po raz drugi mi się nie udało. !!!!!
    Za pierwszym razem miałam jak się dowiedziałam jeden błąd w formularzu zgłoszeniowym (pierwszy etap selekcji-zgłoszenia przez internet przez stronę TW) więc już na tym etapie odpadłam niestety :-( !!!

    Drugi raz postanowiłam spróbować wziąć udział w rekrutacji w połowie 2014 roku. No i super. Formularz przeszedł. Dostałam się do kolejnego etapu rekrutacji. Etap testów również przeszłam pozytywnie na całe szczęście zostałam poinformowana, że czeka mnie kolejny etap (ostatni przed ewentualnymi badaniami medycyna pracy, psycholog. ..) czyli rozmowa kwalifikacyjna z komisją. Na rozmowę byłam zaproszona w styczniu 2015 w celu "weryfikacji" mojej skromnej osoby czy się "nadaję" do tego typu pracy? !?

    Miałam OGROMNĄ NADZIEJĘ, że wkońcu uda mi się pomyślnie (po tylu miesiącach wyczekiwania ,nie wspominając o latach bo podkreślam, że to drugi raz jak próbowałam się dostać do TW, przejścia tylu etapów rekrutacji) dostać na WYMARZONY KURS NA MOTORNICZEGO/MOTORNICZĄ TRAMWAJU ,który miał się odbyć w lutym bieżącego roku. I co? !?!!@! Znowu LIPA !!!

    eM

    OdpowiedzUsuń
  16. Osobiście uważam, że nadaję się do tego rodzaju pracy i nie jestem w stanie strawić tej cholernej (przepraszam) porażki ponownie! Meczy mnie to strasznie! ! Nie no,tak, oczywiście, pewnie komisja wie lepiej czy się nadaję czy nie (jasnowidze...)!!!←Pragnę tego nie komentować... od tego wydaje mi się powinni być lekarze medycyny pracy, psycholodzy czy szkoleniowcy już bezpośrednio podczas praktyk, jazd po mieście. A nie. . !!! Bo ile to razy ktoś dostaje się na kurs, nie ma świadomości, że tramwaj to nie samochód, tylko coś"nieco" większego, że ludzie nie zawsze delikatnie mówiąc są życzliwi, że praca ta to nie tylko"siedzenie i pierdzenie w siedzenie" - (bo i z takimi komentarzami wśród pasażerów będąc sama pasażerką się spotkałam) i co? I rezygnują na dzień dobry bo rzeczywistość przerasta ich wyobrażenia co do charakteru pracy. A ja! ?@?@?!?!!!!???!!!???
    JESTEM PEWNA, ŻE DAŁABYM RADĘ i co? ! Po raz kolejny du.....!!!

    Nie chcę tu oczerniać nikogo kto się na lutowy kurs dostał(choć przyznam, że zazdrość mnie zżera), ale do chole.... w czym byłam taka gorsza od tych co się dostali ?by odpaść na półmetku !!!!

    I tak wogole to uważam za mega niestosowne pytania (bo było ich trzy w tym temacie) na temat dzieci ich wieku i kto niby z Nimi by został jak mamusia poszłaby do pracy? ??!!!??? Przecież nie "Niańki"z TW ! Po pierwsze czy gdybym nie miała"co zrobić z Dziećmi" to bym brała świadomie udział w rekrutacji ? Po drugie nienawidzę jak ocenia mnie się z góry patrząc na innych (w tym wypadku młode mamy), które to dostają się do pracy i co róż biorą zwolnienia na dzieci. DRODZY PAŃSTWO otóż nie wszystkie kobiety takie są. Niektóre na szczęście mają na ewentualne choroby swoich Dzieci możliwość uzyskania pomocy ze strony najbliższych bez Konieczności zaniedbywania obowiązków pracy. !!!!!!!

    A teraz co? Jak się okazuje MUSZĘ CZEKAĆ TRZY LATA ABY PONOWNIE MÓC BRAĆ UDZIAŁ W PROCESIE REKRUTACJI NA MOTORNICZĄ TRAMWAJU? !?!? Świetnie. Naprawdę wiem, że wiele spraw nie ma zbyt dobrego obrotu w tej pracy, wiem bo parę osób z mojej Rodziny pracowało na TW przez wiele lat. Wiem"od kuchni"jak się większość spraw ma. To mnie nie odstrasza. Doceniałabym tą pracę z całego serca pomimo jej wad i ze względu na jej zalety. Wiele lat przepracowanych mam w zawodzie (innym) do tego nie chcę już wracać. Od wielu lat chcę być motorniczą i mam nadzieję, że mi się wkońcu uda! Choć po kolejnej porażce mam rozwalone serducho jak diabli.

    Jak patrzę na Motorniczych i Motornicze to aż mi łzy się kręcą w oczach, że znów się nie udało. Macie świetny zawód. Wiem (niestety nie z autopsji) , że codziennie kosztuje Was praca sporo nerwów, pomimo tego i tak chciałabym być na Waszym miejscu (nie za wasze miejsce a z Wami w szeregach pracowników).

    Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za pozytywną energię w pracy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy. Wspólczujemy.

      Usuń
  17. @eM:
    Zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie nic nie odwiedzie Cię od postanowienia zostania motorniczą (sam przechodziłem ten etap), ale może chociaż przyjmiesz życzliwą radę i wybierzesz inną firmę niż Tramwaje Warszawskie. To naprawdę nie jest dobre miejsce dla zaangażowanych w pracę ludzi. Nie wiem przed czym uciekłaś z poprzedniej pracy, ale pchając się do TW, w najlepszym wypadku wchodzisz z deszczu pod rynnę. To co wiesz od rodziny, która pracowała tu wcześniej, jest nieaktualne. Zmieniło się kierownictwo a nasi nowi menadżerowie zarządzają przedsiębiorstwem metodami rodem z najgorszego hipermarketu. Jeśli myślisz, że zaangażowanie i sumienne wykonywanie obowiązków coś jeszcze znaczy w TW, to jesteś w dużym błędzie. Nie daj się nabrać na kolorowe baloniki i marketingowe hasła: "tramwaje warszawskie przyjazne ludziom i miastu". Uwierz mi, że ta firma ma w tej chwili tylko jedną zaletę: płacą pensję na czas. Dlatego dłużej zostają tu wyłącznie ludzie, którym zależy tylko na pieniądzach, i którzy dla pieniędzy zrobią wszystko... bo mają kredyt zaciśnięty na szyi, albo uwierzyli, że nie mają dokąd pójść. To nie jest Amsterdam – miasto uśmiechniętych motorniczych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W całym kraju upada ten zawód i jego etos, każdy ucieka z ruchu, bo tak, a potem rządzą i nie wiedzą. Zamiast dorywać się do TW możesz spróbować naokoło: zrób sobie gdziekolwiek kurs i przyjdź do TW z uprawnieniami, na 99% będą na Ciebie patrzeć jakbyś jedną nogą była już w TW.

      Usuń
    2. Witam serdecznie ponownie, poniżej się trochę rozpisałam, ale pomimo tego mam pytanie.

      Gdzie naokoło mogłabym zrobić kurs? Bo muszę zrobić coś aby za trzecim razem rekrutacji do TW nie musieć mierzyć się z porażką.

      Te 99% jest dosyć przekonujące. Jeśli faktycznie zrobione uprawnienia gdzieś indziej miałyby aż tak pomóc. "Po trupach do celu. "

      Pozdrawiam i czekam na info :-)
      eM

      Usuń
    3. Praktycznie każde inne przedsiębiorstwo tramwajowe w Polsce robi kurs, zrobić i tyle, przeciez ludzie między miastami się przeprowadzają, są także przypadki, że ktoś zrobił kurs w innym mieście, nawet się tam nie zatrudnił i od razu emigrował z różnych przyczyn do innego miasta i tam podejmował pierwszą pracę w fachu. Uprawnienia są dożywotnie, odebrać może tylko sąd, potem tylko badania i wymysły pracodawców (jeśli są).

      Usuń
  18. Dziękuję za odpowiedzi na mój "potok słów"(to wiele dla mnie znaczy). Przyznam, że czytałam już je parę razy ,głęboko do serca je sobie wzięłam i staram się znaleźć dobre wyjście z sytuacji. Właściwie z myśli, które cały czas krążą wokoło ponownego nie dostania się na wymarzony kurs :-/. Mało pomaga mi fakt mijania na mieście lub jeżdżenia tramwajami jako pasażerka, co nieuniknione (przecież nie zamknę się w domu na klucz hehhh). Życie toczy się dalej swym " torem".

    Tu ma Pan rację→(nie ukrywam, że pomimo wszystkiego co czytam na blogu jak i odpowiedzi na mój wywód)→→ Tak nadal będę się starała dostać do tej pracy. Tyle, że jak wcześniej pisałam zmiana zasad !!! ^^&$$###/ ; - dopiero za TRZY lata mogę ponownie :-/.
    Prawdą jest, że mądry Polak po szkodzie. Choć na chwilę obecną nie przeszkadzałoby mi osobiście przekonać się na własnych błędach oby zrealizować marzenie. A nie się poddać i myśleć co by było gdyby... Nie uważam też, że jestem "ślepo" zaopatrzona czy "głupio" uparta.

    eM

    OdpowiedzUsuń
  19. Pragnę dodać, iż na całe szczęście NIE jestem obciążona żadnym kredytem i jak ognia się tego wystrzegam.

    Trochę jest w tym jednak racji, że mam dosyć i nie widzę się już w innej pracy. NIE CHCĘ POPROSTU. Chyba, że zacisnąć zęby i zapchać dziurę czasu oczekiwania na kolejną rekrutację. Bo sam fakt zdobycia jakiejkolwiek pracy to żaden problem. Chodzi tu o coś więcej.

    Mogłabym książkę napisać na temat co takiego cudownego dzieje się w różnych pracach, w których pracowałam dotychczas. Nie mówię, że wszystko było beee ,ale to długa historia. .. Nie takie już stresy i traktowanie pracownika mam za sobą. M.in na jednym z ostatnich stanowisk menagerki( no super fajnie, nie powiem, chyba raczej łosia do pracy, co złe to pod dywanik, wiele lat udręk a szanse na umowę o pracę zerowe itp). A jeszcze te wszechobecne telefony i samochody służbowe, , łeeee i po co się pytam? Aby szefostwo mogło już totalnie wymiatać moimi godzinami i dyspozycją 24h (dosłownie). ← bez komentarza. Ok. Dla osoby wolnej, frywolnej,bez Dzieci spoko. "POLECAM". , ale nie dla mnie.

    eM

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie mam ochoty się dłużej "piąć" po szczebelkach kariery. Dziękuję. Co miałam poznałam, doświadczyłam. Napatrzyłam się na starsze wiekiem np. od siebie osoby (ja mam 31 lat) i DZIĘKUJĘ BARDZO. Kwestia 10-15 lat i bardziej lub mniej sympatycznie zwolnili by mnie ze stanowiska bo przyszedłby a to ktoś młodszy, sprawniejszy itp. Itd. ,albo za zmarszczki delikatnie mówiąc, ale taka jest brutalność w większości "wypasionych" zawodów w c dzisiejszych czasach.

    To jedna z morza przyczyn dlaczego. Mogłabym tu wiele wymieniać. Jestem świadoma (za co szczerze dziękuję) traktowania pracowników (szkoda, że nie z autopsji), ale trudno. Nie poddam się za drugim razem. Spróbuję i po raz trzeci. Chcę być motorniczą i trudno, przyjmować na swe barki pochwały i ciosy (co nie uniknione w tej pracy) i to wystarczy. Chcę stabilności zawodowej, choćbym miała codziennie zaciskać zęby z różnych powodów. Choć nie piszę czarnych scenariuszy są i mega pozytywne strony tej pracy, przynajmniej dla mnie. Nie jestem też ślepa i z całym szacunkiem kolorowe baloniki i hasła marketingowe mną nie poruszają jak kiedyś jak byłam małą dziewczynką.

    eM

    OdpowiedzUsuń
  21. Serdecznie pozdrawiam raz jeszcze dziękuję. Przynajmniej tu mogę dać upust swojemu niezadowoleniu i uzyskać pomoc.

    eM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. eM,
      mam coś do powiedzenia w interesującym Cię temacie, ale wolałabym nie na forum publicznym. W związku z tym bardzo proszę o kontakt, najlepiej napisz do mnie na maila:
      polityczniepoprawna@gmail.com
      pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Witam serdecznie,
      dziękuję za odpowiedź :). Jak będzie Pani miała chwilę proszę zajrzeć na maila. Wysłałam do Pani wiadomość.

      Pozdrawiam serdecznie :-)

      eM

      Usuń
    3. Em może po prostu na rekrutacji preferują młodych mężczyzn? Niestety fizyki nie oszukasz. Jak będzie jakaś poważna sytuacja w pojeździe, to postawny mężczyzna prędzej poradzi sobie w konflikcie z menelem, czy dresiarzami. To samo się tyczy jakichś prostych usterek. Facet prędzej może przekręcic jakąś śrubę, czy domknąć drzwi na siłę.

      Usuń
    4. W razie poważnej sytuacji w pojeździe, motorniczemu nie wolno nawet groźnie spojrzeć na menela lub dresiarza, bo będzie skarga i oskarżenie o napaść na pasażera. I nawet jeśli TW wspaniałomyślnie odstąpią od ukarania motorniczego, to ktoś na pewno napisze „list od czytelnika” i lincz na motorniczym urządzi Gazeta Wyborcza. W razie poważnej sytuacji wciskasz Alarm na pulpicie, wyjmujesz kanapki, termos i spokojnie czekasz na przyjazd uprawnionych służb. Nawet wątła dziewczyna sobie poradzi.
      Czasy napraw na mieście też już dawno minęły. Teraz wszystko sprowadza się do podniesienia właściwego bezpiecznika względnie zabawy przełącznikami i komputerami w kabinie. A jak nie da rady, to pasażerom mówimy do widzenia i zjeżdżamy do serwisu.
      Na rekrutacji preferują uległych desperatów, w pełni dyspozycyjnych, nie zadających kłopotliwych pytań, gotowych wykonać bez zastanowienia każde polecenie i bez szemrania przyjąć każdą karę, nawet jeśli firma uzna za stosowne ukarać delikwenta za wykonywanie de facto poleceń szefa. Aha i muszą być zdrowi, odporni na wszelkie znane choroby (oraz kilka nieznanych), żeby zastąpić tych uciążliwych nierobów co chodzą na zwolnienia i nic sobie nie robią z działań odwetowych podejmowanych przeciwko nim przez jaśnie oświecone kierownictwo.
      Jeszcze raz przestrzegam: trzymajcie się z daleka od tej „przyjaznej” ludziom i miastu firmy. Nie bez powodu w spółce jest taka duża rotacja motorniczych!


      Usuń
  22. Kolego Anonimowy z 15 lutego 2015 z godz. 11.09 - skąd posiadasz wiadomości o tak dużej rotacji motorniczych? Pisząc takie dyrdymały stawiasz motorniczych na tej samej pozycji co pracowników ochrony. A szczerze mówiąc nie ma bardziej odpowiedzialnych sumiennych i wytrwałych pracowników jak motorniczowie! I nie chodzi mi o wstawanie o 2.10 czy kończenie pracy o 1.59. Jestem pracownikiem na chwilę przed emeryturką i przez tych kilka ładnych lat nie spotkałem motorniczego który by przychodził po kursie i po roku rezygnował. Są wyjątki dla których praca była zbyt ciężka zbyt obciążająca i ci rezygnowali. Ale reszta jak już wsiąkła w zakład to zostaje do samego końca. Dlatego teoretyczne dywagacje kogoś kto nigdy nie pracował jako motorniczy lub przejeździł 3 miesiące i poszedł na zwolnienie są po prostu śmieszne. Inna sprawa w jaki sposób nas traktują a inna jak my podchodzimy do pracy. Dlatego krzywdzące jest porównywanie nas do bumelantów i opierdzielaczy.
    Hipolit

    OdpowiedzUsuń
  23. Drodzy koledzy. Należę już do tzw. przystosowanych. Na początku pracy zadawałem wiele pytań patronowi i na jego odpowiedzi coraz szerzej otwierałem oczy. Przecież to niemożliwe- mówiłem. Możliwe,możliwe- odpowiadał patron. W moim umyśle powstała firma na obraz obozu. Tobie nic nie wolno i za wszystko jest kara.Za to inni mogą wszystko i jak się im nie spodobasz to i napiszą skargę.......... też będzie kara. Absurd goni absurd i absurdem pogania. Wyrzucisz śmierdzącego menela- ktoś to opisze i kara.Bo śmierdzący menel też człowiek i ma prawo jechać. Przelecisz skrzyżowanie na kocich oczach- ktoś to nagra i kolejna kara. Nieważnie że nie chciałeś poprzewracać pasażerów gwałtownym hamowaniem. I tak jest ze wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  24. Jest grupa motorniczych, którzy żyją trochę w swoim własnym szczęśliwym świecie i ja jestem przeciwny, żeby ich na siłę uświadamiać. Jak mówi znana sentencja: ignorancja jest błogosławieństwem. Pozwólmy im być szczęśliwymi jak najdłużej.
    Zawsze w firmie tacy byli, bo wielu ludzi przychodzi do tramwajów z zamiłowania. Znałem jednego takiego chłopaka osobiście. Lubiłem go, szanowałem i szczerze mówiąc zazdrościłem podejścia do pracy. Niestety, mój zawsze pogodny i niezmiennie zadowolony z pracy w tramwajach kolega już nie jest motorniczym. Został zwolniony dyscyplinarnie. A ja, co tylko marudzę i narzekam, pracuję tu nadal, przeklinając każdy dzień spędzony na torach. Ot, gorzka ironia losu.
    Płynie z tego ważna nauka: nie ważne jak żarliwie negujesz otaczającą cię rzeczywistość, prędzej czy później ta rzeczywistość cię dopadnie i uderzy w ten pozytywnie nastawiony łeb jak tona cegieł. I to też jest marność :(

    OdpowiedzUsuń