środa, 4 grudnia 2013

Fantasmagoria

Dzień jak co dzień.
Przyszedłem do pracy, wsiadłem do tramwaju i ruszyłem w trasę.
Na jednym z krańców odebrałem telefon od rodzicielki. Prosiła mnie, żebym podrzucił siostrę autem do ich domu, bo coś zaniemogła nieboga.
Rodzinnym trzeba być.
Jako, że trafiła mi się dość długa przerwa, to odstawiłem tramwaj na boczny tor i w te pędy udałem się we wskazane miejsce.
Pobrałem siostrę i szybciutko odwiozłem ją do domu rodziców.
Po drodze na przejażdżkę załapał się również mój syn.
Przez całą drogę gadał, że bardzo podoba mu się nowy kolor auta - taki żółciutki.
Trochę się zdziwiłem, bo komu może się taki paskudny kolor podobać, ale o gustach się nie dyskutuje.

Siostra odstawiona, a ja, jako że byłem lekko zmęczony to pojechałem prosto do domu.
A tu ZONK.
Po zaparkowaniu auta przypomniałem sobie, że przecież ja w pracy jestem.
Tramwaj zostawiłem na pętli.
Ale na której?
Oj krw... nie pamiętam.
No normalnie skórę ze mnie pasami drzyjcie, a ja nie mogę sobie przypomnieć.
Stres na maxa. Szok z horrorem.
Gdzie Jest Tramwaj!?

Zadzwoniłem do siostry, do rodziców, do żony.
Przyjechali do mnie do domu i dalej deliberować, gdzie ten cholerny tramwaj stoi.
Musi sprytnie go postawiłem, bo nikt z firmy nie zadzwonił. Znaczy tramwaj nikogo nie blokuje.
Nadzór Ruchu też się nie odzywa - to dziwne - czyli chyba jeszcze w przerwie się zmieściłem.
Dziwaczne to niby, bo przecież aż tak długich przerw to ja nie mam. Chyba, że się jakiś SWL trafi (taka wymiana tramwajów na mieście).
Ale tak czy siak, nie pamiętam Gdzie Jest Tramwaj!
Siedzimy, dumamy.
Ja włosy z głowy rwę garściami.
Wyrzucą mnie z pracy jak nic.
Stres rośnie, a ja analizuję trasę. Może w ten sposób wpadnę na pomysł, gdzie ten cholerny tramwaj zostawiłem.
Przystanek po przystanku staram się sobie przypomnieć gdzie i w którym kierunku się przemieszczałem.
No i dziura czarna totalnie. Pamięć zawodzi, stres rośnie jeszcze bardziej.
Zgubiłem kurde tramwaj!
We wspomnieniach doszedłem nawet do miejsca, w którym wiozę siostrę samochodem.
Ale zaraz zaraz. Jakim cholernym samochodem?
Przecież wszystkie sprzedałem. Ja Nie Mam Samochodu!
O matko bosko! To jest w mordę sen! Koszmar!
Obudź się! Muszę się obudzić bo mnie krew zaraz jasna zaleje.

Nawet gdy się obudziłem zlany zimnym potem, to jeszcze przez kilka minut byłem w ciężkim szoku zastanawiając się czy aby na pewno nie zaspałem do pracy czy coś.
Zmora na szczęście się skończyła. Zegarek wskazywał godzinę piątą rano.

Polecam trenowanie świadomego śnienia. Pomaga w takich sytuacjach.

8 komentarzy:

  1. SUPER TEKST! Paradoksalnie podobne zdarzenie miało miejsce w realu. Motorniczy pozostawił tramwaj na pętli Piaski i udał się na zakupy. Nie wracał przynajmniej grubo ponad godzinę czasu do wozu. CR sprowadziła wagony na zakład R4 . Pan motorniczy był bardzo zdziwiony. Zdarzenie miało miejsce 27 lat temu gdy ja rozpoczynałem pracę w MZK. Motorniczemu nic się nie stało zabrali mu chyba kilka procent premii. On też był z mojego kursu, nazywał się Andrzej Słomka, niektórzy tylko ten fakt pamiętają .

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma to jak do lunchu poturlać się ze śmiechu :D.

    OdpowiedzUsuń
  3. :)))) usmialam sie do rozpuku !

    OdpowiedzUsuń
  4. To zastanawiające, bo wygląda na to, że większość motorniczych ma bardzo intensywne koszmary związane z pracą. Kiedyś gadaliśmy o tym na dyżurze. Okazało się, że najpopularniejszym koszmarem jest właśnie słynny „uciekający tramwaj” i wszelkie jego odmiany, czyli między innymi Twoje „Zgubiłem kurde tramwaj” :)

    Mnie często śni się, że nie mogę zatrzymać tramwaju. Zaciągam po kolei wszystkie możliwe hamulce, w końcu wybiegam do przedziału pasażerskiego i łapię za hamulce awaryjne, ale wóz i tak toczy się dalej aż dochodzi do zderzenia. Dziwne, bo po zderzeniu się nie budzę, tylko nastaje taka cisza jakbym ogłuchł, potem uczucie paraliżującego strachu, niedowierzanie, rezygnacja, pustka... Myślę, że prawdopodobnie w taki sposób umrę. Na szczęście jestem ubezpieczony i rodzina dostanie wtedy okrągłe kilkadziesiąt tysięcy odszkodowania :)

    Warszawscy motorniczowie na pewno byliby ciekawym przedmiotem badań dla każdego psychiatry. Myślę, że jest to jeden z bardziej niszczących człowieka zawodów; psychicznie i fizycznie :(

    BTW. Podobno alkohol pomaga na te koszmary. Pić trzeba tylko dużo i regularnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze w tym zawodzie jest to, że tylko nieliczne osobniki dożywają emerytury. Żyją potem jakby na kredyt którego nigdy nie spłacą. Dziwne jest to, że żaden z egzekutorów nie strzela im w tył głowy. Najprzyjemniejsze w tym zawodzie jest, że wszyscy plują ci w twarz a ty musisz się uśmiechać i mówić to tylko deszcz.

      Usuń
  5. I po blogu? Cisza od 10 dni to zły znak :(

    OdpowiedzUsuń
  6. hehe. Żadne tam po blogu. Problem polega na tym, że życie motorowego jest dość szare.
    Ileż można pisać o ludziach wchodzących pod tramwaj, czy kierowcach blokujących torowiska? ;)
    To samo tyczy się długich służb, zatrzymań i nerwów przy każdym hamowaniu.
    Myślę, że gdybym zaczął tu marudzić, to i tak nikogo by to nie obchodziło.
    Dlatego jak nie mam weny na wesołe pisanie, to wolę odpuścić niż bazgrolić bez sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to tyle dobrego, bo Twój blog jest jednym z tych, od których rozpoczynam dzień. Szkoda byłoby stracić.

      Usuń