wtorek, 28 stycznia 2014

Dziadek z daszkiem.

W sumie to niewiele się dzieje, ale skoro mam wolny dzień, to trzeba się nieco uzewnętrznić na świat.

Ostatnio miałem dość śmieszną sytuację.
Jest sobie przy Ciepłowni Wola (przystanek taki) zakręt w kierunku Bemowa.
Normalne światła, przejście dla pieszych, pędzące samochody i takie tam sratatata.
Ale czasami trafiają się rodzynki.
Takim właśnie owocem był sobie pewien dziadek. Na oko przeżył w naszym niesprzyjającym klimacie jakieś 174 lata.
Poznałem po tym, że był mocno pochylony ku ziemi, a w ręku dzierżył kije do nordic walking (czy jak to się tam nazywa).
Specjalnie piszę, że w ręku (jednej ręce), bo druga dłoń była zajęta siatami. Musi jakieś zakupy gdzieś zrobił.
No i ten dziadek postanowił przejść po przejściu dla pieszych.
Zadanie wydawałoby się proste, ale niestety zapaliło się dla tegoż ojczulka światło czerwone.
Znaczy STÓJ.
No to stanął, ale zrobił to w tak kuriozalny sposób, że gdybym kontynuował jazdę, to obtarłbym mu daszek od czapki.
Zademonstruję to na zdjęciu poglądowym.


Staruszek stał mniej więcej tak, jak to zwalisko śniegu.
Muszę dodać, że tramwaj bardzo mocno "zachodzi" przy wykonywaniu skrętu. Znaczy się wystaje poza obrys torowiska. Można się nieźle zdziwić.
Matuzal jednak pewnikiem nie jedno w życiu widział, a i Niemca ani chybi samojeden bił kijem, to mu żaden tam głupi tramwaj strasznym nie jest.
Jak się ustawił, tak ani drgnął.
No i musiałem zatrzymać tramwaj na środku skrzyżowania, wyjść z kabiny, podejść do wiekowego uparciucha i delikatnie wytłumaczyć, żeby chociaż ze dwa kroki w tył zrobił.
Jego reakcja zbiła mnie kompletnie z pantałyku.
- Ale poczemu? - zapytał.
Poważnie, jak Czesio z serialu animowanego "Włatcy Móch".
Polecenie jednak na szczęście wykonał.
Daszek jego czapki praktycznie dotykał ściany tramwaju.
Trzeba przyznać, że dziadziunio miał wyczucie.

A i jeszcze jedno takie w sumie trochę wesołe.
Ostatnio marudziłem (nienawidzę tego słowa), że mi zimno w kabinie i wieje i czarna rozpacz.
Na fali tegoż nieszczęścia, gdy dostałem kolejny tramwaj i znowu zaczęło mi wiać po uszach, to postanowiłem nawet zrobić fotkę podejrzanej dziurze.
Napchałem tam papieru (takie rozwiązania techniczne), ale wiało bez zmian.


Nie napiszę nawet, co tam sobie pod nosem gadałem, bo to nie przystoi na forum publicznym takich słów używać.
Przy którymś z powrotów do kabiny (po przełożeniu zwrotnicy, czy po wizycie na ekspedycji), w złości nieco mocniej zatrzasnąłem drzwi.
I tu nastąpiło pewne zaskoczenie.
Zamiast zwyczajnego, pojedynczego CLICK, usłyszałem dodatkowy dźwięk w stylu CLACK.
Znaczy dwa kliknięcia wystąpiły.
Od tego momentu przestało wiać. W kabinie zrobiło się ciepło i przytulnie.
W myślach przeprosiłem wszystkich tych, którym życzyłem źle. Pewnie nawet się zrobiłem nieco czerwony ze wstydu.

A z dobrych rzeczy, to do linii, którymi da się jeździć bezpiecznie chciałbym dopisać weekendowe 27 i 31.
Bardzo przyjemne trasy, chociaż krótkie.

6 komentarzy:

  1. Z tą dziurą to jak w radzieckim czołgu - jak nie przyj**iesz to nie pojedziesz. Swoją drogą zastanawiałam się po co dziadkowi były aż dwa kijki do nordica, skoro w drugiej ręce miał siatę. Doszłam do wniosku, że obydwa kijki były potrzebne przy operacji przemieszczania się do miejsca napełnienia siaty. Potem zakupy pozwalały zachować równowagę. Jest też druga teoria - ten drugi to po to, gdyby się okazało, że jest bardziej ślisko niż to było widać z okna. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kijek taki przydaje się do kliknięcia przycisku na przejściu dla pieszych, żeby nie wchodzić w zalegającą pod słupem zaspę. Drugi kijek to - oczywista! - przedłużenie na wypadek, gdyby zaspa była większa. ;)

      A na serio - kijek jest na chuligana, drugi na drugiego. Na większą liczbę są granaty zaczepne w siatce.

      Usuń
    2. O, na to nie wpadłam, a przecież to takie oczywiste!

      Usuń
  2. Powinni wam zapewnić godne warunki pracy, żadnych dziur!

    A co do linii 31, nie rozumiem jaka w tym logika że R1 ją obsługuje :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś solówki na MOKOTOWIE były , ale niestety przenieśli je w kwietniu 2012 na ŻOLIBORZ. Jestem zdania , iż powinny wrócić pojedynki na R3 do obsługi linii 31...wtedy koszty dojazdów na linie przez pół miasta odpadłyby...jak oszczędzać na komunikacji to oszczędzać...

    OdpowiedzUsuń