czwartek, 10 października 2013

Idę albo nie idę

Ostatnio z każdej strony męczą mnie tym nieszczęsnym referendum.
Gdzie nie spojrzę, tam albo gronkowiec, albo Gronkiewicz, albo Guział, albo guziec (taka świnia z Afryki).
I uczciwie powiem, że mam serdecznie dosyć tak namawiania mnie do tego głosowania, jak i zniechęcania mnie.
Bo coraz bardziej czuję się manipulowany.
Znaczy oni sobie mogą mną manipulować długo i namiętnie. Ja swój rozum mam i sam zdecyduję co będę robił.

Jednak wiele osób ma z tym niejaki problem.
Dla nich specjalnie zamieszczam mój ulubiony film dotyczący osób niezdecydowanych.


Bunkrów co prawda nie ma i nie trzeba oglądać do końca, ale i tak jest śmiesznie.

A nieco z innej beczki.
Jak już mnie tak bardzo zmęczyli tymi reklamami referendowymi, to w końcu przysnąłem na jednym z krańców (na pętli znaczy się).
Zmianę zaczynałem bardzo wcześnie (bo czwarta rano to chyba wcześnie), a linia 41 do wyjątkowo spokojnych należy i lekko usypiających.
Takoż i zmógł mnie sen na Woronicza (przystanek techniczny).
Jednak nauczony doświadczeniem wyniesionym z obcowania wśród doświadczonych motorowych, nastawiłem sobie budzik w telefonie.
Przerwa była wyjątkowo długa, bo ponad dwudziestominutowa, więc nawet się wyspałem.
Tak odświeżony mogłem bez zbędnego stresu przystąpić do kontynuowania pracy motorowego.

Opowieść, która nauczyła mnie za każdym razem używać budzika na krańcu brzmiała mniej więcej tak:

"Zatrzymałem się na pętli plac Narutowicza. Czasu było sporo to wyluzowałem z lekka. Oczy się przymknęły, szum tramwaju uspokajał, sen przyszedł nagle. Ale podświadomość okazała się być czujna.
Obudziłem się jakby polany zimną wodą z przeświadczeniem, że zasnąłem na światłach - na skrzyżowaniu znaczy się.
No to czym prędzej nacisnąłem pedał zadania jazdy i ... stuknąłem w tramwaj, który znajdował się przede mną.
Na szczęście delikatnie i śladu nie było, ale co się nerwów nazjadałem, to mi na pół roku wystarczyło."

Zatem jak widać lepiej dmuchać na zimne. Szkoda się potem turbować.

Idę, zjem coś sobie przed snem. Trochę tylko boję się otworzyć lodówkę, żeby przypadkiem nie wyskoczyło na mnie jakieś referendum czy inna cholera.

1 komentarz:

  1. dla takich anegdotek warto śledzić Twego bloga :) piękne :)

    OdpowiedzUsuń